Miała to być 100% autorska recenzja, ale jakoś od kilku dni siedziała w brudnopisie i uznałam, że jak nie mam weny, to się bawić nie będę:P
Arush, Tanmay i Al mieszkają razem w przestronnym apartamencie w Sydney. Ich jedynym celem jest życie bez jakichkolwiek zobowiązań, imprezowanie i podrywanie kolejnych dziewczyn, których nawet nie są w stanie zapamiętać. Ich beztroski, pełen przyjemności żywot zostanie nieoczekiwanie zakłócony, kiedy pewnego dnia przed drzwiami swojego mieszkania znajdą koszyk z niemowlęciem. Pozostawiony wraz z niemowlęciem list nie zdradza, który z nich jest ojcem, ani kim jest matka dziecka. Jak sobie poradzi trójka egoistów z zajmowaniem się niemowlęciem? Który z nich jest ojcem? Kim jest matka dziecka i dlaczego zdecydowała się na tak desperacji krok jak podrzucenie maleństwa?
Po pierwsze: zarąbisty OST! To jest główny plus tego filmu. Historia: trochu gorzej. A te ciucy Vidyi… Masakra. Ale koniec… To się ceni:) Połowy pań w tytułowej pieśni nie kojarzę, Shilpy nawet nie zauważyłam. Niektóre gagi były poniżej pasa, ale film urokliwy i wybaczam:). Epizod Anupama i SRK to genialna rzecz, Ustępuje tylko Deewangi deewangi, ale i tak niewiele brakuje. Ach, gdyby wszystkie SA były takie…
Ocena: 8,75/10
Blee czy jee? Jee!
Proszę o klikanie w linki z kategorii TOPLISTA :)


















